niedziela, 11 marca 2018

Genewa - koncepcje bez przyszłości?

Prezentacje na Międzynarodowym Salonie Samochodowym w Genewie zawsze obfitują w ciekawe pomysły. Wizualizacje przybierają postać prawdziwych pojazdów. Stanowią one jednak w przygniatającej większości pokaz możliwości producentów, nie mając wiele wspólnego z faktycznym debiutem rynkowym. Obecna edycja jest przełomowa. Zrywa bowiem ze sztampową rolą kobiet w motoryzacji. Przypomina także o historycznym dorobku branży.

Tegoroczne wydarzenie, jak zawsze, ujmuje skalą przestrzeni wystawienniczej, liczby odwiedzających i akredytacji dziennikarskich. Szwajcarskie miasto jest siedzibą kilkudziesięciu organizacji międzynarodowych i kilkuset organizacji reprezentujących trzeci sektor. Genewa ma wiele powodów, by kojarzyć się z globalizacją i bezstronnością. Brak rozwiniętego, własnego przemysłu samochodowego sprawia, że wszyscy uczestnicy mają równe szanse.

Klasycznie i drogo


Moda na retro zaznacza swoją obecność nietuzinkowymi modelami. Jednym z nich jest Mercedes-Benz 300 SL. To auto pod względem ceny i szyku prawdopodobnie bije konkurencję na głowę. Jest warte 1 790 000 euro! Taniej można nabyć bardzo wysmakowany model Speedback GT. Jego konstruktor, David Brown, wzorował się na legendarnych samochodach Aston Martin DB5 oraz Jaguar XK. Standardowa wersja GT jest dostępna za jedyne 721 330 dolarów. Ale w Genewie warto wydać o 138 785 USD więcej, stając się właścicielem jednego z dziesięciu Speedback Silverstone Edition. Prosty rachunek wskazuje, że za każdego dodatkowego konia mechanicznego trzeba zapłacić raptem 1525 dolarów.


Genewa pierwszy raz zaistniała na samochodowej mapie imprez w 1905 roku, przyciągając do 37 wystawców 17 000 odwiedzających. Gwiazdą był wtedy Clement. Po krótkich przenosinach do Zurychu i przerwie spowodowanej I wojną światową Salon w 1924 roku miał już 200 wystawców i 68 000 gości. Rok później impreza odbywała się na przestrzeni 12 500 m2. Znalazły się na niej 83 marki samochodowe, pochodzące z 9 krajów. Dalszy rozwój imprezy przerwały tylko krach na Wall Street i II wojna światowa. Pierwsze edycje Międzynarodowego Salonu Samochodowego reklamowały się kapitalnymi plakatami. I tak pozostało po dziś dzień.


Od lat 90. XX wieku do ubiegłorocznej edycji Salonu światło dzienne ujrzało 475 samochodów koncepcyjnych. Rekordowy był rok 2013, kiedy ich liczba wyniosła aż 38. Sami organizatorzy przyznają, że sześciokołowy batmobil czy 1000-konne monstrum nie mają szans na masową produkcję przez najbliższe sto lat. Są jednak konstrukcje, które istotnie zaznaczyły się w historii motoryzacji, a ich premiery miały miejsce właśnie w Genewie.

Dwu- i jednodrzwiowe


W 1938 roku powstało pierwsze auto koncepcyjne. Buick Y-Job miał wyposażenie, które stało się standardem dopiero po kilkudziesięciu latach - elektrycznie sterowane i szyby, i przednie reflektory. Futurystyczne, dwudrzwiowe nadwozie i silnik o pojemności 5,2-litra były w ruchu do 1951 roku. Harley J. Earl celowo zrezygnował z litery X w nazwie modelu, dystansując się w ten sposób od pozostałych, eksperymentalnych pojazdów. Inne wyjaśnienie pochodzenia litery "Y" wskazuje na wzorowaniu się na zaawansowanych prototypach w lotnictwie. Istotnie, idea Earla była iście kosmiczna, a upowszechniona przez niego definicja samochodu koncepcyjnego miała odniesienie do współczesnych działań marketingowych. Wyprzedził w ten sposób swoją epokę, wykraczając poza standard szkiców i modelowania. Jego talent rozwijał się General Motors i programach badawczo-rozwojowych koncernu.


Od czasu modelu Buick Y-Job wypuszczanie balonów próbnych stało się wręcz tradycją. Zgodnie z nią postępowali masowi producenci, jak i studia projektowe. Ikony stylistyki, między innymi Pininfarina i Giugiaro, chwaliły się swoimi możliwościami, prowokując oraz testując potencjalnych klientów. Modele koncepcyjne pozwalały i nadal pozwalają wyjść poza legislacyjne ramy, odrzucić kompromisy inżynierów i są wolne od presji zwykłych użytkowników. To wszystko sprawia, że tylko w 2017 roku zaprezentowano aż 33 "concept cars". Od końca lat 90. XX wieku można mieć pewność, że co roku projektanci przedstawią co najmniej kilkanaście pojazdów poza głównym nurtem rynkowym.

Po eksperymencie Harley'a J. Earla jedną z wyjątkowych konstrukcji był zbudowany przez studio Pininfarina Ferrari 512 S Modulo. W 1970 roku Modulo pokazało się całe w czerni, a późniejsze wersje były białe. I w takim właśnie kolorze utrwalił się wizerunek jednodrzwiowego coupé autorstwa Paolo Martina. Ówczesne rozwiązanie z drzwiami typu "canopy" było znane również w modelach Holden Hurricane, Maserati Birdcage 75th oraz Saab Aero-X. Warto przypomnieć, że drzwi potrafiły się już unosić w bok dwie dekady wcześniej w modelach Messerschmitt.


Z lotniska do Genewy


Swój ślad w historii modeli koncepcyjnych pozostawiła także wyrazista sylwetka Opla Geneve. Szykowano go na pokaz w Szwajcarii w 1975 roku, nadając mu symbol GTW. Ostatecznie usunięto literę W ze względu na rezygnację z silnika Wankla.


12 lat później podziw budził model Sbarro Monster G. Zamontowano w nim koła rodem z Boeinga 727, do których opony wykonała firma Goodyear. Samochód powstał na indywidualne zamówienie, a w nazwie auta, oprócz wskazówki, że jest imponujących rozmiarów, znalazło się również odniesienie do projektanta. Franco Sbarro oparł się na nadwoziu Range Rovera, a karoserię zbudował w całości z kevlaru.


Pisząc o inspiracji Boeingiem, nie można nie wspomnieć o Lamborghini Marzal. W 1967 roku jej drzwi uniosły się w Genewie niczym mewa. Co ciekawe, włoska marka była wówczas postrzegana jako nowoczesna choćby za sprawą kultowego modelu Miura. Seryjny pojazd, jak i prototyp, zaprojektował sam Marcello Gandini w ramach zlecenia, które otrzymało jego studio. Bertone skonstruowało nadwozie ze szklanym dachem, mając na uwadze także praktyczny cel - wygospodarowanie miejsca dla czterech dorosłych osób i uzyskanie pojemnego bagażnika. Pomimo spełnienia tych wymogów kierownictwo Lamborghini oceniło samochód jako nazbyt odbiegający od jej strategii.


Foto: David Brown Automotive, GIMS, General Motors

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza